153301
Książka
W koszyku
Miasto wyrzutków” dobiega właśnie końca. Trochę bez sensu było dzielenie tak krótkiej opowieści na dwa oddzielne tomy, ale na szczęście na finał nie musieliśmy zbyt długo czekać. A jaki jest to finał? Wszystko zależy od tego, czy pierwszy tom przypadł Wam do gustu, czy też nie. Jeśli dobrze bawiliście się w trakcie jego lektury, teraz też będziecie zadowoleni, jeśli nie, „Chłopak, który zbierał stworzonka” nie zmieni Waszego zdania. Tak czy inaczej jednak opowieść Juliena Lamberta to całkiem sympatyczne połączenie science fiction i kryminału, które czyta się lekko, szybko i dość przyjemnie. Głównym bohaterem „Miasta” jest Jacques Peuplier, nietypowy prywatny detektyw. Na czym polega jego nietypowość? Na pewno nie na tym, że jest silnym i milczącym drabem, a fakt, że potrafi… rozmawiać z przedmiotami, co w prowadzeniu śledztw przydaje się naprawdę znakomicie. W swoim życiu prowadził niejedno śledztwo, stoczył też niejeden bój, teraz jednak jest w samym środku wyzwania, jakiego w życiu by się nie spodziewał. To, co zaczęło się jako poszukiwania zaginionej dziewczyny, zmienia się w pościg za szalonym naukowcem, którego wspiera armia ludzi-owadów. Jacques Peuplier sam sobie nie poradzi, dlatego będzie potrzebował pomocy gangu ulicznych dzieci. Ale czy nawet mając ich wsparcie będzie w stanie wygrać nadchodzące starcie i co ważniejsze odzyskać to, co utracił? Przy okazji pierwszego tomu pisałem, że seria ta przypomina mi skrzyżowanie „Sin City” z „Hitmanem”. Bo Miasto Wyrzutków niczym drugie Miasto Grzechu, milczący drab prowadzący śledztwo w sprawie pewnej kobiety, brudne zaułki, wszędobylski mrok… Do tego dochodzi drugi aspekt opowieść, w którym pobrzmiewają echa najróżniejszych dzieł o zwykłych ludziach obdarzonych niezwykłymi mocami (pierwsze skojarzenia z „Hitmanem” Gartha Ennisa są jak najbardziej trafne). Ale jednocześnie dzieło Lamberta trudno porównać do któregokolwiek z nich. Wszystko to bowiem tylko pozory, a całości pod względem klimatu bliżej jest do tie-inów „Czarnego Młota”, niż czegokolwiek innego. Przede wszystkim jednak „Miasto Wyrzutków” ma typowo europejski charakter. Panujący na stronach nastrój jest o dziwo bardzo lekki, swobodny wręcz. Akcja jest ciekawa, ale niezobowiązująca. Toczy się szybko, z nutą humoru i solidną dawką niezwykłości, będących stałym elementem opowieści. Do tego dochodzi udana szata graficzna, która buduje bardzo przyjemny klimat i znakomicie pasuje do tej opowieści, gdzie miłośnicy zarówno fantastyki, jak i kryminałów (nie tylko noir) znajdą tutaj coś dla siebie. I chyba nic więcej dodawać nie trzeba, prawda? „Miasto Wyrzutków” to lekka, prosta, ale sympatyczna lektura z tajemnicą w tle. Nie wybitna, czysto rozrywkowa, niemniej to tylko dwa tomy i kto lubi takie klimaty – czy też nieoczywiste miksy gatunkowe – śmiało może po dzieło Lamberta sięgnąć. Tym bardziej, jeśli ceni europejski komiks środka.
Status dostępności:
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. K (1 egz.)
Strefa uwag:
Uwaga ogólna
Nazwisko tłumacza ze strony wydawnictwa.
Tytuł oryginału: VilleVermine. vol. 1, L'homme aux babioles.
Recenzje:
Pozycja została dodana do koszyka. Jeśli nie wiesz, do czego służy koszyk, kliknij tutaj, aby poznać szczegóły.
Nie pokazuj tego więcej